NSLBP – niespecyficzne bóle pleców

Ten wpis możesz też przesłuchać w formie podcastu na:

Jeśli chodzi o NSLBP (Non Specific Low Back Pain), czyli niespecyficzne bóle pleców, to możemy powiedzieć, że mamy pewien konsensus, jeżeli chodzi o bóle pleców. Tak naprawdę nasza diagnostyka, nasze testy czy to fizjoterapeutyczna diagnostyka właśnie ta, którą ja przeprowadzam czy testy obrazu, w sensie badania obrazowe, rezonans magnetyczny, rentgen, tomografia komputerowa, nie zawsze są w stanie powiedzieć nam, co jest dokładnie przyczyną bólu pleców. 

Dlatego mówimy właśnie o niespecyficznych bólach pleców. 

To nie znaczy, że przyczyny nie ma, tylko raczej nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, co jest przyczyną. To jest jedno, a dwa, nie zawsze jesteśmy w stanie tak, jakby jednoznacznie, kierunkowo, specyficznie dokładnie działać na to, co jest przyczyną. Czyli można powiedzieć, że działamy w pewien sposób objawowo, czyli kierujemy się tym, jakie są dolegliwości, jak dana osoba reaguje na to, co zrobiliśmy. I w ten sposób, no właśnie indywidualizujemy, dobieramy konkretne ćwiczenia, konkretną terapię do danej osoby. 

To, co jest tutaj bardzo ważne, to to, że właśnie musimy to zindywidualizować. Każdy jest inny, każdy potrzebuje innej formy wsparcia albo po prostu, nazwijmy to, innego przewodnika. Bo ja zawsze mówię o tym, że fizjoterapeuta jest tym przewodnikiem, osobą, która ma pokazać drogę. No właśnie, przez ból, znaczy drogę do życia bez bólu, bez żadnych dolegliwości, albo przynajmniej z mniejszymi, rzadszymi dolegliwościami. B nie zawsze jesteśmy w stanie, tak jak mówiłem właśnie przy przelewającym się kubku, o tym, jak powstaje ból, nie zawsze jesteśmy w stanie usunąć wszystkie czynniki, wszystkie stresory z naszego życia. Czasami wymaga to dużo dłuższej pracy, a czasami jesteśmy w stanie wyleczyć te plecy bardzo szybko.  

I jeżeli chodzi o niespecyficzne bóle pleców, to też nie jest tak naprawdę tak zupełnie nowe określenie. Nowe określenie już w 1987, a jest taki artykuł napisany przez Spritza, a tam pojawia się właśnie ten niespecyficzny ból pleców. 

Wcześniej Gordon Waddell, który też był bardzo znanym, bardzo ważnym badaczem bólu pleców, właśnie wspominał o takim powszechnym, zwykłym bólu pleców. On to w ten sposób bardziej nazywał i ten zwykły ból pleców ma dosyć pozytywną, swoją naturalną progresję. Czyli tak naprawdę według Waddella goi się w ciągu 10 dni, tak średnio. Z reguły mówimy o tym, że ból pleców może trwać do 6 tygodni i to jest coś zupełnie normalnego. 

Często porównuję ból pleców w do kataru. Kiedyś była chyba taka reklama, gdzie właśnie było, że katar nieleczony trwa 7 dni, a leczony trwa tydzień. Z bólami pleców nie jest aż tak źle, że tak powiem, bo my jako fizjoterapeuci jesteśmy w stanie pomóc raz, że zmniejszyć dolegliwości w trakcie trwania tego epizodu. Nie zawsze jesteśmy w stanie kompletnie zmniejszyć, kompletnie pozbyć się bólu od razu. To się zdarza, ale to jest raczej rzadkość. Często jesteśmy w stanie bardzo mocno zmniejszyć ból i trochę przyspieszamy ten proces gojenia się czy po prostu proces powrotu do zdrowia. Pokazując też odpowiednie ćwiczenia i dzięki temu utrzymując odpowiedni poziom aktywności fizycznej, tu właśnie wrócę do Gordona Waddella, który napisał bardzo fajny artykuł, to był rok ‘92, z tego co pamiętam. Właśnie mówiący o tym, że na tamte czasy taką standardową formą leczenia bólu pleców, był po prostu odpoczynek. Było położenie kogoś w łóżku, mówiąc, że plecy muszą odpocząć. No i ludzie kładli się do łóżka na te 6 tygodni tyle, ile ten ból pleców mógł trwać i po 6 tygodniach oni naprawdę byli bardzo mocno osłabieni i to stawało się jakby kolejnym problemem.  

Tak, bo ból pleców może i minął. Szczerze- trochę wątpię. Myślę, że może minął, ale za chwilę wracał na nowo, bo po prostu ci ludzie byli tak bardzo osłabieni, że no właśnie, ciężko było im wrócić do normalnego funkcjonowania. 

Więc on się tam zastanawiał w tym artykule, czy powinniśmy może jednak bardziej aktywizować ludzi, dawać im ruch i ćwiczenia, a odpoczynek i ta przerwa powinna być taką ewentualnością. 

I w tej chwili faktycznie raczej tak się zaleca, czyli staramy się mówić ludziom, żeby ruszali się jak najwięcej tylko są w stanie w tych pierwszych dniach epizodu bólowego. Ale wiadomo, odpoczynek czy to w pozycjach uwadniających, takich specjalnych pozycjach, gdzie dyski są w stanie się odciążyć, uwodnić, odpocząć, zregenerować. Możemy po prostu tak naprawdę przebywać w pozycjach, które są bezbolesne i które są przyjemne, pozytywne. I dużo ludzi te pozycje szybko zna, szybko łapie szybko sobie jakąś wybiera. I właśnie w tych pozycjach odpoczywa. 

Więc w takich tych pierwszych fazach, pierwszych dniach bólu właśnie optymalnie jest co pół godziny coś zmieniać, że tak powiem, czyli ruszamy się, kładziemy się na pół godziny, znowu później się ruszamy. To nie musi być pół godziny ruszania się non-stop, ale to jest kilka minut, które staramy się zwiększać do tych pół godziny i wtedy co pół godziny albo jesteśmy aktywni, albo odpoczywamy i tak staramy się to zmieniać. Dzięki temu nie jesteśmy nieaktywni, nie leżymy non stop. Cały czas się ruszamy, więc nasze ciało nie osłabi się aż tak bardzo, jakby się osłabiło, gdybyśmy non stop leżeli i byli chorzy.  

Tutaj jest kolejna warstwa, kolejny istotny punkt. W socjologii mówimy o roli społecznej chorego, czyli osoba chora jest tą, która leży w łóżku i choruje. Będąc chorym na plecy, właśnie przyjmujemy ten status osoby chorej. Osoba chora ma pewną rolę do spełnienia, tak to możecie sobie wyobrazić trochę, że właśnie jakby jesteście, czy ta osoba chora, jest aktorem, który wciela się pewną rolę. 

Czyli musi grać chorego, bezsilnego, zmęczonego, jak mówię właśnie o tej roli chorego to zawsze sobie wyobrażam kogoś takiego. Mocno zmęczonego tą chorobą, która no jest ciężka, która go męczy. On nie ma siły, szybko się męczy. Szybko, nie wiem, traci oddech, tętno mu się szybko podnosi i tak dalej i tak dalej, jest spocony od bólu. To jest jakiś taki obraz, który gdzieś tam widzę, jak zamknę oczy. Więc to jest ta rola społeczna chorego. Chory ma leżeć i chorować. I powoli zdrowieć w domyśle, ale chory leży i choruję. Więc przyjmowanie roli chorego automatycznie też wiąże się z pewnym, nazwijmy to, naszym stanem emocjonalnym i właśnie tym nastawieniem do dolegliwości bólowych.  

Więc jak jesteście w stanie sobie już wyobrazić po tych kilku moich odcinkach, to jest efekt, który może nasilać efekt nocebo, czyli negatywny wpływ naszego stanu psychicznego czy emocjonalnego, czy nasze otoczenie może negatywnie na nas wpływać, powiększać nasze dolegliwości. Więcej o nocebo możecie posłuchać w pierwszym odcinku mojego podcastu. Ale właśnie ten status, ta rola chorego może tak naprawdę pogarszać nasze dolegliwości, a nie poprawiać. 

Dlatego teraz coraz częściej fizjoterapeuci, mam nadzieję, bo nie znam wszystkich, mam nadzieję, że wszyscy zalecają pozostawanie aktywnym, bycie jak najbardziej aktywnym.Jeżeli chodzi o lekarzy, to kojarzę, że zdarza się czasami, że właśnie zalecają odpoczynek, odciążenie, i właściwie tylko tyle.  

I tak naprawdę, jeżeli spojrzymy na statystyki, to właściwie 90% społeczeństwa przynajmniej raz w życiu będzie miało dolegliwości bólowe pleców. I są ci „szczęśliwcy”, którzy mają ból pleców dopiero około sześćdziesiątki. Mój ojciec był takim przykładem, który dopiero mając 60. miał pierwszy raz bóle pleców. Pamiętam, jak bardzo był zdziwiony, że w ogóle coś takiego może się dziać. To jest dla mnie niesamowite. I zdarzają się faktycznie osoby koło sześćdziesiątki po sześćdziesiątce, które do mnie przychodzą i naprawdę są zdziwione. To jest dla mnie czasami niesamowite, bo moje plecy bolały mnie od bardziej liceum, studia. To był okres mojego głównego bólu pleców, więc ja je znam od zawsze. Ale są ludzie, którzy naprawdę ich nigdy nie mieli albo może nie były wystarczające intensywne, żeby w ogóle im przeszkadzać. Po prostu czuli, że te plecy są jakoś bardziej zmęczone, i tyle. I dopiero teraz, coś koło tej sześćdziesiątki, mają ból pleców. I jest to coś, co mocno, mocno wpływa też na psychikę. W sensie oni czują, że coś złego i dziwnego się dzieje, więc tutaj moja praca jest jeszcze zdwojona i większa, żeby pokazać, że nic złego się nie dzieje, że ruch jest czymś dobrym i że jesteśmy w stanie z tego bólu, bólu pleców wyjść. 

Czyli wiemy, że większość ludzi raz w życiu będzie miało bóle pleców. 

Tak naprawdę ból pleców nie jest aż tak mocno skorelowany i związany z wiekiem. Nie mamy jasnych odpowiedzi na to, że ludzie koło czterdziestki, ludzie po 60 albo coś takiego. Tak naprawdę właściwie w każdym wieku ból pleców może się pojawić. Rwa kulszowa już trochę bardziej, ona pojawia się raczej później, to jest 35, 40, 45 rok życia mniej więcej. Ale ból pleców jako taki, tak naprawdę wiemy też, że nastolatkowie już od 11. roku życia, a prawie połowa nastolatków miała ból pleców w wieku 15 lat. Z tego co pamiętam, to było ponad 60, prawie 70% piętnastolatków wie co to jest ból pleców. Tak więc ten odsetek w różnych przedziałach wiekowych naprawdę jest wysoki. W ciągu roku mówimy o 15-45 procentach społeczeństwa, które mają ból pleców. I tak naprawdę, w zależności od tego, o jakim kraju mówimy, jaki jest, czy to jest kraj rozwinięty, rozwijający się. Im bardziej kraj rozwinięty, tym większy odsetek społeczeństwa ma bóle pleców. 

Z czym się to wiąże? Tu jest kilka czynników, o których myślę, że kiedyś wspomnę trochę więcej, ale nie będę się na razie jakoś specjalnie na tym skupiał. 

Tak zwana point prevalance, czyli taka chorobowość w danym momencie, w danym okresie takim krótkim bardziej, może sięgać nawet 30 paru procent. Czyli w tej chwili, dzisiaj powiedzmy 30% społeczeństwa może mieć ból pleców. To jest dużo. 

I to też jest jakby całe społeczeństwo, czyli to mogą być i ci nastolatkowie, i te osoby starsze i te osoby 30, 20, 40 lat, 50 lat, 60 lat, wszyscy się mieszczą w tych 30 procentach. Więc tak jak widzicie, ból pleców bardzo często występuje, on potrafi też często nawracać. Czyli często jest tak, że osoby, które mają jakiś epizod bólowy, on nawet trwa te 10 dni, czy miesiąc, to w ciągu kolejnego roku jest duża szansa, że ten ból będzie nawracał. I dużo ludzi też ma dolegliwości nawracające rokrocznie o tej samej porze roku. Często jest to jesień, taki moment, w którym, no właśnie, troszeczkę zaczyna nam brakować słońca, robi się troszeczkę zimniej, wracamy po wakacjach do pracy i troszeczkę już wchodzimy w ten młyn codzienności. Tych czynników oczywiście na pewno jest jeszcze więcej, ale to są takie, które zawsze mi pierwsze przychodzą do głowy. Jest to okres po prostu bardziej depresyjny. To jest takie ogólne określenie, ale taki okres, kiedy mamy trochę gorszy nastrój faktycznie i jest nam ciężej, więc te bóle pleców potrafią bardziej wtedy nawracać. 

Ale to, co najgorsze tak z mojej perspektywy, to jest to, kiedy ból się przewleka, czyli kiedy ból staje się bólem chronicznym, przewlekłym. I tak naprawdę ból pleców może trwać, ten zwykły, powiedzmy średnio te 10 dni- 6 tygodni to jest gdzieś tam średnio. Może trwać do 12 tygodni, czyli do 3 miesięcy i to jest, wtedy mówimy o takiej fazie ostrej i podostrej. Później, po 3 miesiącach, mówimy już o bólu przewlekłym. Oczywiście to są takie umowne granice i to zróżnicowanie no może być dosyć duże. Ale przyjmujemy 3 miesiące jako moment, w którym ból staje się przewlekły. 

I ból przewlekły, to jest oczywiście dużo bardziej złożony temat. Ze względu na to, że to jest no właśnie, ciągły ból przez 3 miesiące, nasz układ nerwowy w pewien sposób adaptuje się do tych dolegliwości bólowych, które się pojawiły. Oprócz tego mamy też pewne warunkowanie na ból, czyli uczymy się troszeczkę, w sensie nasze ciało, nasz mózg uczy się tego bólu, uczy się funkcjonować z tym bólem i można powiedzieć, że trochę się przyzwyczaja i spodziewa się też tych dolegliwości. I tutaj praca fizjoterapeuty, jako tego przewodnika, jest jeszcze bardziej istotna. Kiedy mamy osobę z bólem przewlekłym, który trwa czasem dłużej niż 3 miesiące, a czasem dłużej niż kilka lat, to przewodniczenie tutaj jest bardzo, bardzo istotne. Bo w bólu przewlekłym bardzo często ta pierwotna przyczyna, to, co się w cudzysłowie zepsuło w plecach, jest już mniej istotne niż to, w jaki sposób układ nerwowy i mózg nauczył się funkcjonować z tym bólem. I musimy często pokazać, że ruch, ćwiczenia, pewne pozycje, zginanie się w plecach, wcale nie jest niczym złym. Musimy oduczyć układ nerwowy strachu przed pewnymi ruchami i takiego zbyt dużego reagowania na pewne pozycje, na pewne ruchy. Po prostu przeprowadzić tą osobę z bólem przez takie trochę pole minowe bólu. Pokazując drogę właśnie przez to pole minowe. 

Jeżeli mówię o tym niespecyficznym bólu pleców, czy o tym, że ból pleców jest jak katar, jest czymś powszechnym i czymś normalnym, to nie oznacza, że w niektórych przypadkach nie jesteśmy w stanie stwierdzić bardzo konkretnych przyczyn dolegliwości. Oczywiście mówię tu o czerwonych flagach, czyli takich sytuacjach, w których naprawdę wymagamy, czy mamy bardzo konkretną przyczynę dolegliwości, tylko musimy ją znaleźć. I wymaga to z reguły po pierwsze dalszej diagnostyki, po drugie konsultacji z innym specjalistą, niż fizjoterapeuta. Dlatego te czerwone flagi zawsze są takim pierwszym punktem, od którego wychodzę, jeżeli chodzi o pracę, szczególnie w fazie ostrej. Ale tak naprawdę ból pleców, jeżeli nie ma tych czerwonych flag, czasami też jesteśmy w stanie określić bardzo konkretne przyczyny tych dolegliwości i to się zdarza. Ale jednak większość, tu mogę strzelać zupełnie: 60, 70%, 80 może nawet ludzi, którzy do mnie przychodzą, mają po prostu taki zwykły ból pleców, z którego trzeba ich wyprowadzić, ale przyczyny nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić. Bo widziałem już ludzi z sekwestracją, czyli z najgorszym, największym rodzajem przepukliny jaki istnieje, a którzy tak naprawdę no nie mieli jakichś wielkich dolegliwości. Trochę bolały plecy, dosłownie ma taki prostokącik wtedy 10 cm x 5 cm i tyle właściwie. A są ludzie, którzy mając niewielką przepuklinę w kręgosłupie, mają przeogromny ból, który promieniuje aż do pośladka, czasami gdzieś tam do uda, czują ogromny ból w plecach, nie są w stanie się w ogóle poruszać. Więc te reprezentacje bólowe są przeróżne. No ale nadal, czy faktycznie ten dysk zmieniony jest przyczyną aż tak dużych dolegliwości? Pewnie też, ale ten ból jest modulowany przez inne czynniki, o których też właśnie wspominałem przy przelewając im się kubku, czyli sen, stres, aktywność fizyczna, ale też i dieta. To wszystko wpływa na to, w jaki sposób odbieramy ból w naszym ciele. 

Poza tym niespecyficzne bóle pleców nie oznaczają, że kompletnie nie wiemy, co w tym kręgosłupie może się dziać i kompletnie nie mamy pomysłu, co z tym zrobić. To w ogóle tego nie oznacza. To oznacza po prostu, że nie ma czasami sensu skupiać się i poszukiwać tej jednej przyczyny, tego jednego czynnika, który jest główną przyczyną dolegliwości. Najczęściej uważamy, że ten czynnik jest taki mechaniczny, fizyczny, gdzieś w kręgosłupie i szukamy na tym rentgenie czy na rezonansie magnetycznym jakiejś przepukliny, która by nam pasowała do objawów, albo jakiegoś odprysku kości, albo cokolwiek, czegoś w mięśniu, jakiejś asymetrii, czegoś, że tu ten staw wygląda gorzej, a ten lepiej, że ta kość jest skrzywiona, a ta nie, i tak dalej, i tak dalej, poszukujemy różnych uzasadnień. Bo też one są nam potrzebne oczywiście, w sensie, żeby troszeczkę zrozumieć, co się dzieje, ale zawsze lepiej jest mieć jakieś wyjaśnienie niż go nie mieć, oczywiście i to jest w 100 procentach zrozumiałe. Ale czasami mnóstwo energii jest marnowane na to, żeby znaleźć przyczynę, a nie poświęcamy czasu na to, żeby po prostu poradzić sobie z tym bólem, zmniejszyć go i wzmocnić nasze ciało tak, żebyśmy po prostu czuli się lepiej. Więc czasami staram się mniej skupiać na przyczynie dolegliwości i dużo bardziej skupiać się na tym, co możemy zrobić, żeby ten ból był mniejszy. Co możemy zrobić, żeby nie nawracał, co możemy zrobić, żeby wzmocnić się, czuć się lepiej, czuć się bezpieczniej w naszym ciele i co możemy zrobić, żeby być silniejszym tak, żeby właśnie robić różne inne rzeczy, na które po prostu mamy ochotę. Jeżeli mam ochotę wrócić do grania w piłkę, jeżeli mam ochotę pojechać na narty, to muszę się wzmocnić na tyle, żeby być spokojnym i nie stresować się, że coś sobie zrobię w trakcie gry czy zjazdu na nartach. 

Dodaj komentarz